Archiwum kategorii: hazardziści

Frank “Lefty” Rosenthal

Frank “Lefty” Rosenthal

Bohater tego tekstu to legenda amerykańskiego hazardu. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy jak dobrze zna tego człowieka. A kojarzy go każdy kto widział naszpikowany gwiazdami hollywodzkiego kina film Martina Scorsese pt „Kasyno” (1995). Historia głównego bohatera, Sama „Ace’a” Rothsteina, została napisana na podstawie barwnego życia osoby o której będzie mowa w tym wpisie: Franka Rosenthala.

„Lefty”, czyli po prostu mańkut, pochodził z żydowskiej rodziny mieszkającej w Chicago (ur 1929r.). Jego ojciec był miłośnikiem wyścigów konnych, co sprawiło, że hazard był dla Franka dość wczesnym doświadczeniam. Jako młody chłopak interesował się sportem. Chodził na mecze baseballa, futbolu amerykańskiego, koszykówki czy hokeja. Jednak robił to nie po to żeby kibicować, ale żeby obserwować i analizować. Starał się odszukać taki punkt w grze danego zespołu, którego bukmacherzy nie brali pod uwagę wystawiając kurs a który mógł znacząco wpłynąć na rezultat spotkania.

„Wiedział wszystko na temat wydarzenia które obstawiał. Wiedział czy któryś z graczy brał narkotyki, albo czy jego dziewczyna była w ciąży. Obliczał jak wiatr wpłynie na celność bramek. Wiedział jak się odbija piłka koszykowa od podłóg z różnych gatunków drewna. Rozgrywał to dniem i nocą. Wiedział wszystko o obstawianiu meczów.”

Jak sam twierdzi, hazardem zajmował się od 17go roku życia. O tym jak dobry był w swoim fachu świadczy fakt, że mając 25 lat prowadził największe w USA nielegalne biuro bukmacherskie. Oczywiście robił to wszystko pracując dla chicagowskiej mafii. Wtedy Frank już nie próbował tylko zbierać informacji na temat przekupionych sędziów czy koni na dopingu, ale też sam zajmował się ustawianiem meczy. Kiedy został oskarżony o próbę przekupstwa i atmosfera wokół niego zaczęła gęstnieć, przeniósł się do Miami. Jednak i tam jego działalność nie spotkała się z uznaniem lokalnych władz. W 1961 roku, Frank Rosenthal został oskarżony o ustawianie wyników sportowych i musiał zeznawać przed Podkomisją Kongresu do Spraw Hazardu i Zorganizowanej Przestępczości. Korzystając z przysługującego mu prawa do nie oskarżania samego siebie, odmówił odpowiedzi na każde z 37 pytań komisji (nawet kiedy pytano go czy jest leworęczny). Pomimo tego, że nic mu nie udowodniono dostał zakaz wstępu na obiekty wyścigów konnych na Florydzie. Wtedy też zaczęło się nim interesować FBI. Żeby zejść z oczu policji, w 1968 roku Frank przeprowadził się do Las Vegas.

„Byłem tak dobry, że moje zakłady rujnowały bukmacherów w całym kraju. Serio. Byłem tak świetny, że dano mi gwiazdkę z nieba. Powierzono mi jedno z największych kasyn w Las Vegas, The Tangiers.”

Filmowe The Tangiers to w rzeczywistości nie istniejące już kasyno Stardust. Kontrolowała je mafia z Chicago i jej bossowie chcieli żeby w ich imieniu zarządzał nim Rosenthal. Zarządzał oczywiście nieoficjalnie. Kiedy pierwszy raz wszedł do gabinetu Allena Glicka, prezesa Argent Corporation, oficjalnego właściciela Stardust i trzech innych kasyn, rozmowa była szorstka i krótka. „…Jeżeli będziesz się wtrącał w zarządzanie kasynem albo chciał zablokować cokolwiek będę chciał tutaj zrobić, gwarantuję Ci, że nie wyjdziesz z tego interesu żywy”. Frank wiedział jak zarobić na hazardzie. Jako pierwszy zdecydował o „wpuszczeniu” zakładów sportowych do budynku kasyna (wcześniej punkty bukmacherskie działały w osobnych miejscach). Zatrudnił kobiety jako dealerów przy stołach blakjacka, co podobno podwoiło zyski z tej gry. Był bardzo zasadniczy, podobno każda jagodowa babeczka wypiekana w kuchni kasyna miała w sobie dokładnie 10 sztuk jagód. Bezwzględnie też zwalczał oszustów (jeżeli ktoś oglądał film, to scena z łamaniem palców nie jest fantazją scenarzystów). I, co najważniejsze, nie miał żadnych oporów przed „wykręceniem do zera” każdego kto wszedł do jego kasyna.

Tak Rosenthal opowiadał o swoim biznesie w jednym z wywiadów: „W Stardust mieliśmy kiedyś taką promocję: „Śniadanie za 49 centów”. Kawa, dwa jajka, kiełbaski, szynka, bekon i tosty. Zamówiliśmy olbrzymi świecący billboard za setki tysięcy dolarów żeby informację o naszej promocji zobaczył każdy kto przejeżdżał obok. Zachęcaliśmy: wejdź do kasyna i zjedz sobie dobre śniadanie. Przypominam sobie taką sytuację z rodziną, żona, mąż, dwójka dzieci, bodajże z Arizony. Uzbierali na krótkie wakacje w Las Vegas (3,4 dni) i jadąc zobaczyli naszą informację o śniadaniu w promocji za 49 centów. Weszli do środka, ale że była kolejka to mąż postanowił dosiąść się na moment do stolika z blackjackiem. Po pół godziny okazało się, że przegrał 18 tyś dolarów. Był bankrutem. Musiał iść prosić kierownika kasyna o pieniądze na benzynę, bo nie mieli za co wrócić do domu. Ten człowiek chciał zjeść tanio śniadanie żeby zaoszczędzić a stracił wszystkie swoje oszczędności. To smutna historia ale to zdarzało się i zdarza codziennie”.

Przygoda franka Rosenthala z Las Vegas (a w zasadzie przygody, bo było ich mnóstwo) trwały do 1983r. kiedy to udało mu się wyjść cało z zamachu (ktoś podłożył bombe w jego samochodzie) i zdecydował przeprowadzić się do Kalifornii. Dodatkowo, za powiązania ze zorganizowaną przestępczością, w 1988r. został wpisane do tzw „czarnej księgi” osób które nie maja prawa pracować w kasynie w stanie Newada ani nawet pojawiać się w Las Vegas. Pod koniec swojego życia wrócił do Miami gdzie prowadził bar a także doradzał różnym firmom bukmacherskim. W 2008 zmarł na atak serca mając 79 lat.

Wszystkim których zainteresowała historia Franka Rosenthala odsyłam oczywiście do wspomnianego filmu „Kasyno”, ale także do innych źródeł: link1, link2, link3.

Profesor ruletki

Prof Richard Jarecki (w środku)

Na początku lutego 1969r. w mediach pojawiła się wiadomość, że władze włoskiego miasta San Remo, które sprawowały nadzór nad lokalnym hazardem, postanowiły zakazać wstępu do kasyna dla prof Richarda Jareckiego. Uznano go za zawodowego hazardzistę a tym kasyno odmawiało prawa do gry. Sytuacja ta miała miejsce dokładnie 4 lutego, ale już dwa dni później dzięki mediacji dwóch lokalnych adwokatów te same władze zmieniły zdanie. Profesor Jarecki znów mógł cieszyć się rozrywką w kasynie, a nawet otrzymał specjalną kartę wydawaną najlepszym klientom, która uprawniała go do gry bez uiszczania opłaty wstępnej. Dlaczego wogóle doszło do takiego zamieszania i kim był jej główny bohater?

Richard Wilhelm Jarecki, urodzony w Szczecinie, lekarz i profesor uniwersytetu w niemieckim Heidelbergu, w pewnym momencie swojego życia zainteresował się hazardem. Razem ze swoją żoną odbywali weekendowe podróże do miast słynących ze swojej hazardowej tradycji. Często odwiedzali nie tylko Sam Remo (Włochy) ale też Baden-Baden (Niemcy), Divonne-les-Bains (Francja) czy Monte Carlo. Jednak dla prof Jareckiego nie była to tylko rozrywka. Już od kilku lat pochłaniała go gra w ruletkę, którą opanował do perfekcji. Reporterom zwykł opowiadać, że korzystając z pomocy superkomputera należącego do University of London udało mu się złamać „kod” ruletki. Ale rzeczywistość była bardziej prozaiczna. Dzięki wielogodzinnym obserwacjom i studiowaniu wyników z wielu stołów w różnych kasynach (ponad 10 tyś rund miesięcznie), potrafił odnaleźć te, które były wadliwie ustawione lub posiadały wadę fabryczną. Błędy takie jak np złe wypoziomowanie koła sprawiały, że pewne wyniki pojawiały się częściej. Kiedy prof Jarecki dołączał do gry przy stole z wadliwym kołem, wtedy zyskiwał sporą przewagę nad kasynem. Inni gracze, którzy starali się kopiować jego ruchy twierdzili, że najczęściej obstawiał liczbę 33 albo kombinację z jej wykorzystaniem. Żeby zachować większą szansę na wygraną Jarecki grywał głównie w Europie gdzie zasady ruletki przewidują podział koła na 37 części (w amerykańskiej wersji jest 38 pól a różnicę stanowi dodatkowy symbol podwójnego zera). Na Starym Kontynencie kasyna były też bardziej liberalne w stosunku do tych klientów którym cześciej sprzyjało szczęście.

Robert Lardera, dyrektor kasyna w wspomnianym już San Remo, stwierdził kiedyś, że nie ma pojęcia jak Jareckiemu udaje się wygrywać ale byłby szczęśliwy gdyby już nigdy nie wracał do jego kasyna. Jarecki odpowiadał z kolei, że jeżeli szefowie kasyn nie lubią przegrywać, to powinni zmienić pracę i zacząć sprzedawać warzywa.

Richard Jarecki wygrywał. Ocenia się, że w trakcie swojej hazardowej kariery wygrał w sumie ok 1,2mln $, co na dzisiaj stanowi równowartość ok 8mln$. Z czasem kasyna odkryły jego sekret, który tak naprawdę nawet nie był pomysłem Jareckiego (Joseph Jagger, angielski inżynier wykorzystał podobną taktykę już w 1873 w kasynie Beaux Arts w Monte Carlo). Żeby wyeliminować podobne przypadki potrzeba było wymienić większość stołów do gry na bardziej nowoczesne i solidniej wykonane. San Remo wymieniło ich dwadzieścia.

Po zakończonej przygodzie, w 1974r, Richard Jarecki wyjechał do USA gdzie z powodzeniem zajął się handlem na giełdzie surowców specjalizując się głównie w kontraktach terminowych na srebro i złoto. Wiele razy kasyna oferowały mu współpracę ale on odmawiał. Twierdził, że większą przyjemność sprawia mu wychodzenie z pieniędzmi z kasyna niż przynoszenie ich tam. Zmarł 25 lipca 2018 roku w swoim domu na Filipinach mając 86 lat.


Więcej informacji można znaleźć w artykule opublikowanym przez NYT: https://www.nytimes.com/2018/08/08/obituaries/richard-jarecki-doctor-who-conquered-roulette-dies-at-86.html

Kerry Packer, król grubych ryb

Kerry Packer jeden z najsławniejszych hazardzistów
Kerry Packer

Źródłem jego majątku był koncern medialny który odziedziczył w spadku po swoim ojcu, a który założył jego dziadek. Packer lubił przytaczać historię, jakoby ten ostatni poszedł kiedyś na wyścigi konne w Hobart (Tasmania) gdzie za znalezione na ulicy pieniądze postawił zakład po kursie 10-1 i wygrał. W efekcie stać go było na podróż do Sydney gdzie „wszedł” w biznes wydawniczy i mu się powiodło.

W dniu swojej śmierci, 26 Grudnia 2005 roku, Kerry Packer był najbogatszym człowiekiem w Australii a także uznawanym za jedną z najbardziej wpływowych osób w tym kraju. Oprócz tego, że był niezwykle bogaty (jego ówczesny majątek to ok 3 miliardy funtów), był znany ze swojej miłości do hazardu i dawania bardzo wysokich napiwków.

Packer był graczem dużego kalibru. Przekręcając tytuł Księcia Walii, mówiono na niego Prince of Whales, czyli w wolnym tłumaczeniu Król Grubych Ryb. Ponizej przedstawiamy wybór jego najbardziej spektakularnych gier.

  • W 1987r. w ciagu jednego dnia stracił 7 mln dolarów obstawiając konie w trakcie imprezy Golden Slipper Carnival. Do końca zawodów był już winien bukmacherowi Bruce’owi McHugh ponad 28 mln dolarów. Wtedy Packer poprosił o podwyższenie limitu na zakład z 5 do 10 mln dolarów i zdołał odrobić całą stratę w ciągu trzech kolejnych wyścigów. Podobno najgorszym koszmarem australijskich bukmacherów była rozmowa telefoniczna która zaczynała się od słów: „Packer here.” (pol: „Packer z tej strony.„).
  • Także w 1987r. w hotelu Ritz w Londynie, spędzał czas na grze w blackjack’a gdzie wejście do każdego rozdania kosztowało 10 tyś funtów. Nie był to jego szczęśliwy dzień. Kiedy już przegrał wszystkie żetony które miał, wypisał jeszcze czek na milion funtów aby pozostać w grze. Finalnie jednak w trakcie tej rozgrywki stracił około 19 mln funtów.
  • W maju 1990r. jedno z najbardziej ekskluzywnych Londyńskich kasyn, Aspinalls Club, musiało wyprosić swoich gości z braku pieniędzy i plotka głosi, że stał za tym Packer który w tygodniu poprzedzającym zamknięcie wygrał tam ponad 700 tyś dolarów.
  • W 1994r. w jedną noc stracił 7 mln dolarów w londyńskim kasynie Crockford’s.
  • W maju 1995r. odwiedził MGM Grand Casino w Las Vegas gdzie grając w balckjack’a, wygrał tam dwadzieścia rozdań z rzędu, po 250 tyś dolarów każde. W około 40 minut zyskał 25 mln dolarów. W ramach podziękowania zostawił milion dolarów napiwku do podziału wśród obsługi kasyna

Pewnego razu, kiedy to Packer po raz kolejny zdecydował się odwiedzić Las Vegas, wziął udział w turnieju pokerowym w kasynie Stratosphere. Dostrzegł tam mężczyznę który zwracał na siebie uwagę wszystkich kelnerek. Zainteresowany całą sytuacją Packer postanowił zapytać jegomościa w teksańskim kapeluszu kim jest i dlaczego wywołuje takie poruszenie. Mężczyzna, który okazał się być biznesmenem związanym z przemysłem naftowym, odpowiedział: „Nie wiesz kim jestem? Lubią mnie bo jestem wart 100 mln dolarów.”. „Sto milionów?”, upewnił się Packer po czym wypalił: „Ok, o tyle mogę się z Tobą założyć. Rzucajmy monetą!”. Teksańczyk jednak nie podjął wyzwania…

Więcej na temat tej barwnej postaci można dowiedzieć się z książki pt. The Rise and Rise of Kerry Packer autorstwa Paula Barrego.