Archiwa tagu: Marek Minchberg

Człowiek, który chciał mieć kasyno

Marek Minchberg

Opowiadając historie o kasynach nie powinniśmy zapominać naszych „rodzimych” bohaterów. Jednym z nich jest niewątpliwie Marek Minchberg (zwany potocznie Grubym Markiem), który organizował nielegalne salony gier w szarych czasach PRLu.

Minchberg uważany był za człowieka który ma „fart”. Już jako młodemu chłopakowi, w kościelnej loterii udało mu się wygrać motocykl. Jego matka, która namiętnie rozwiązywała krzyżówki, wysyłała rozwiązania do gazet w jego imieniu bo jak twierdziła, przynosiło to szczęście. Marek też tak uważał i dlatego namiętnie grał we wszystko w co dało się grać na pieniądze: karty, ruletkę, wyścigi konne, itd…

­”Nie gram tylko na fortepianie, bo tam się karty ślizgają.”

Jak wspomina jego żona, pierwsze duże pieniądze zarobili na handlu a Marek te pieniądze przegrał (to było jakieś 50 ówczesnych średnich pensji). Ale podobno był to ostatni raz kiedy stracił na hazardzie. Kiedy w latach 70′ zaczął organizować nielegalne „salony gier” było już tylko lepiej. Te tajne kasyna miały dobrą renomę. Można było tam dostać drinki z tak ciężko dostępnych zachodnich alkoholi ale też i zjeść w dobrze zaopatrzonym bufecie. Były stoły do ruletki i bakarata, za którymi stali specjalnie wyznaczeni krupierzy, a często nawet i sam Minchberg. Oczywiście nie mógł tam trafić każdy. Jak na dobrze zakonspirowane miejsce przystało, trzeba było znać i zostać wprowadzonym przez kogoś kto już tam wcześniej bywał. Mówiło się wtedy, że idzie się „do Grubego”. A klientela była naprawdę zróżnicowana. Od profesorów i księży, poprzez aktorów czy PRLowskich drobnych biznesmenów zwanych popularnie „badylarzami”, aż po ludzi z przestępczego półświatka. Jego stałymi gość mi byli podobno tacy gangsterzy jak Pershing czy Nikoś (z Nikosiem podobno potrafili grać w karty po kilka dni z rzędu bez przerwy).

W 1989 roku rzeczywistość zmieniła się z reżimowej na kapitalistyczną i Marek Minchberg zapragnął zrealizować swoje marzenie: otworzyć legalne kasyno. Wynajął i odremontował salę w hotelu Warszawa. Zamówił też w Anglii specjalne stoły do gier. Miał pieniądze i trochę znajomości więc myślał, że uzyskanie licencji będzie formalnością. Niestety, nie dość, że koncesji hazardowej nie dostał, to przez różnych doradców którzy mieli ułatwić załatwienie sprawy wpędził się w spore problemy (sprawa fundacji Bezpieczna Służba). W tym czasie inni koncesję dostali i nielegalne kasyna przestały być popularne więc i Minchberg przeszedł z czasem na emeryturę.

W 2003 roku zeznając w prokuraturze ujawnił, że w układzie który m.in. miał zapewnić mu licencję był nawet ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych.

Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj.